Co to jest art journaling?

Art journaling to prowadzenie dziennika w taki sposób, żeby pierwsze skrzypce grała strona wizualna, a nie słowo pisane. Zamiast codziennych wpisów zbierasz to, co chcesz zapamiętać - zdjęcia, wycinki, bilety, kolory - i układasz z tego wizualną pamiątkę na lata. Nie prowadzi się go chronologicznie i nie trzeba umieć rysować, bo stronę buduje się z wycinania, klejenia i pisma.

Prowadzę pracownię na warszawskiej Ochocie i art journaling jest tym, co robię najczęściej - własnymi rękami i przy stole z uczestniczkami. Poniżej jest wszystko, co mówię im na pierwszych zajęciach.


Po co ludzie prowadzą art journal?

Chodzi o zapamiętanie. Co się lubiło, co w danym momencie inspirowało, jak wyglądał ten tydzień, z którego został tylko bilet i zdjęcie.

Różnica wobec notatki w telefonie jest taka, że do art journala się wraca. Kiedy patrzysz na stronę sprzed roku, myśli przenoszą się w przeszłość szybciej niż przy czytaniu zapisanego zdania. I to jest ten mechanizm, który sprawia, że chce się kontynuować - wklejać kolejne zdjęcia, dopisywać kolejne wspomnienia.

Nie jest to praktyka artystyczna w sensie, w jakim myślą o niej ludzie na początku. Ktoś pyta mnie czasem, czy to tworzenie dzieł sztuki w małym formacie. Trochę tak, ale nie o to chodzi - to raczej ciekawy aspekt wizualny, gdzieś na pograniczu kolażu.


Czym art journal różni się od pamiętnika, bullet journala i junk journala?

To jest pytanie, które pada najczęściej, i najłatwiej odpowiedzieć na nie tabelą.

Co zapisujesz Chronologia Po co ludzie to robią
Art journal wspomnienia i wrażenia, głównie obrazem: wycinki, zdjęcia, kolor, pismo nie jest potrzebna - wybierasz momenty, nie dni żeby zapamiętać i wracać
Pamiętnik słowa, wpisy dzienne tak, wpis po wpisie żeby zapisać, co się wydarzyło
Bullet journal listy, zadania, nawyki, plany tak, według kalendarza żeby zapanować nad tym, co przed Tobą
Junk journal dosłownie wszystko: paragony, opakowania, skrawki brak, celowo dla przyjemności zbierania i nieuporządkowania
Sketchbook szkice i rysunki brak żeby ćwiczyć rękę

Pamiętnik to wpisy dzienne. Art journal nie jest prowadzeniem dziennika od deski do deski - skupia się na najważniejszych punktach, na wspomnieniach, które chcesz zatrzymać.

Junk journal to zbieranie i wklejanie dosłownie wszystkiego, łącznie ze śmieciami i paragonami, w nieuporządkowany sposób. Szalony. Nie do końca odpowiada mojej estetyce, choć dziewczyny czasem wspominają, że chciałyby taki zrobić, albo pytają, czy ja prowadzę. Art journal jest po prostu bardziej uporządkowany.


Czy art journaling to to samo co kolaż?

Kolaż jest techniką, art journaling jest praktyką. Można powiedzieć, że art journal stoi na kolażu, ale się do niego nie sprowadza.

Kolaż analogowy to składanie obrazu z wyciętych kawałków papieru. Na stronie journala robisz dokładnie to - tylko zamiast jednej pracy na sztywnym podkładzie powstaje zapis czegoś, co przeżyłaś, w notesie, do którego wracasz.

Łączenie różnych materiałów na jednej powierzchni: papier, farba, taśma, pismo, czasem zdjęcie. Nie musisz w to wchodzić od pierwszej strony. Wystarczą nożyczki i klej, a reszta dokłada się sama, kiedy przychodzi ochota.

I jedno słowo, które usłyszysz w każdym materiale o art journalingu: rozkładówka. Dwie sąsiadujące strony traktowane jako jedna całość. Dlatego notes, który leży płasko po otwarciu, pracuje się o wiele wygodniej niż taki, który trzeba przytrzymywać.


Z czego składa się strona art journalowa?

Strona powstaje warstwami. To brzmi technicznie, a w praktyce oznacza tyle, że kładziesz jedną rzecz na drugiej, a nie obok siebie.

Tło. Najtańsze i najciekawsze tła mam ze starych znaczków i ze stron starych książek. Ten papier ma już kolor, ma fakturę i nic nie trzeba z nim robić - wystarczy przykleić.

Wycinki i ephemera. Ephemera to wszystko, co miało żyć jeden dzień: bilety, opakowania, etykiety, ulotki z wystawy. W art journalu to jest materiał, nie śmieć.

Nagłówek. Warto zrobić go z kolorowych papierów. Na warsztatach przygotowuję drobne szablony do odrysowania nagłówków - to jedna z tych rzeczy, które od razu sprawiają, że strona jest przyjemna dla oka i ma się ochotę ją wypełnić.

Miejsce na datę. Zostawiam je zawsze, z pustych naklejek kupowanych na taśmie w sklepie papierniczym. Wygląda estetycznie i od razu mam konkretne miejsce na wpisanie daty. Są dla mnie szczególnie istotne właśnie dlatego, że nie prowadzę journala chronologicznie - inaczej po roku nie wiedziałabym, skąd pochodzi konkretne zdjęcie.

Zdjęcia. Mam w swoich journalach dużo miejsc zostawionych na instaxy i na zdjęcia, które wywołuję.

Koperty. Wklejona koperta zbiera pojedyncze wycinki i paragony, których jeszcze nie wiesz, gdzie użyć. Bez niej po prostu wypadają z notesu.

Pismo. Zwykłe, Twoje. Nie musi być kaligrafią.


Czy art journaling jest dla mnie?

Do pracowni przychodzą trzy różne osoby i każda ma inne pytanie w głowie.

Nigdy nie tworzyłaś. To jest najczęstsza sytuacja i najprostsza. Technicznie wszyscy sobie dobrze radzą - to bardzo prosta technika i dlatego jest taka dobra na start.

Tworzyłaś kiedyś i przestałaś. Art journaling nie wymaga odbudowywania niczego, co umiałaś dwadzieścia lat temu. Zaczynasz od cięcia i klejenia, a ręka wraca po drodze.

Prowadzisz już journal i każda strona wygląda tak samo. To jest problem struktury, nie techniki. Potrzebujesz systemu podziału - kategorii, które nadadzą całości spójność - a nie kolejnego przepisu na jedną ładną stronę.


Czego boją się osoby siadające do pierwszej strony?

Lęk przed pustą kartką jest prawdziwy i ma prostą przyczynę: biała strona wygląda na deklarację, że teraz musi się wydarzyć coś dobrego.

Do tego dochodzi perfekcjonizm podkręcony przez internet. Wszędzie widać strony idealnie dopracowane, bo twórcy internetowi rzadko pokazują te brzydkie, te które nie wyszły. A nie wyjść może każdemu, także komuś bardzo doświadczonemu. Porównywanie własnej pierwszej strony z czyjąś setną jest w tym momencie najbardziej zniechęcającą rzeczą, jaką można sobie zrobić.

  • Zacznij od tła, nie od pomysłu. Kartka, na której coś już jest, przestaje być deklaracją.
  • Daj sobie kategorie. Podział całego journala na sekcje sprawia, że nie zaczynasz od pytania „co tu w ogóle wpisać". To właśnie dlatego moje warsztaty mają temat przewodni.
  • Zgódź się na niedokończone strony. Journal nie musi być wypełniony równo od początku do końca. Strona, do której wrócisz za trzy miesiące, jest normalna, nie jest porażką.

Jak zacząć art journaling?

Potrzebujesz mniej, niż myślisz.

  1. Notes szyty, nie klejony. To najważniejsza zasada przy wyborze - ważniejsza niż gramatura papieru, o którą pytacie najczęściej. Klejony grzbiet pod ciężarem doklejanych elementów potrafi się rozpaść, a notes na spirali przestaje być wygodny, kiedy journal nabiera rozmiarów.
  2. Nożyczki i klej. Zwykłe, papiernicze.
  3. Taśma dwustronna. Do dużych, płaskich elementów - o tym za chwilę.
  4. Materiał na tło i wycinki. Stare gazety, katalogi, strony starych książek, znaczki, bilety z ostatnich tygodni.
  5. Coś do pisania. Jeśli sięgasz po markery, wybierz markery akrylowe, nie wodne - te drugie przebijają na drugą stronę.

I jedna decyzja na starcie: zostaw sobie więcej stron, niż uważasz, że potrzebujesz. Wrócę do tego w błędach, bo to mój własny.

Pierwszą stronę najprościej zacząć od tła. Pusta biała kartka onieśmiela bardziej niż kartka, na której coś już jest - nawet jeśli to „coś" to przyklejony kawałek starej mapy.

Dalej idzie to zwykle tak: tło, potem jeden element główny - zdjęcie albo większy wycinek - potem nagłówek, a na końcu drobiazgi i pismo. Kolejność nie jest świętością, ale ma jedną zaletę: każdy kolejny krok jest łatwiejszy od poprzedniego. Najtrudniejszy moment masz za sobą, zanim zdążysz się nad nim zastanowić.

Nie planuj całej strony z góry. Na warsztatach widzę, że najlepiej wychodzą te, które powstają przez podążanie za jednym znalezionym materiałem, a nie przez realizowanie obrazka z głowy.


Jakie są najczęstsze błędy początkujących?

Za dużo kleju

To jest rada, która oszczędza najwięcej frustracji: im mniej kleju, tym lepiej.

Bardzo łatwo jest rozmoczyć papier i sprawić, że zafaluje w brzydki sposób. Pofalowany, ewidentnie mokry papier - tak to wygląda i tego się już nie odratuje. A czasem to jest kawałek unikatowy, wycięty ze starej książki.

Lepiej użyć mniej kleju, zaczekać i najwyżej podkleić. Zawsze można dodać go delikatnie pędzelkiem albo podkleić coś taśmą dwustronną. Rozmoczonego papieru już raczej nie uratujemy.

Duże, płaskie elementy przyklejaj taśmą dwustronną. Wtedy ryzyka pofałdowania nie ma w ogóle.

Presja, że się zepsuje

Najczęstszy błąd nie jest techniczny. Uczestniczki narzucają sobie niepotrzebną presję i boją się, że coś się zepsuje - a ten notes zupełnie nie jest na pokaz. Jest dla nich.

Presja, żeby było ładne, estetyczne i zadowalające, jest duża. Myślę, że bierze się też stąd, że wszędzie widać strony idealnie dopracowane. Twórcy internetowi rzadko pokazują te brzydkie, te które nie wyszły. A nie wyjść może każdemu, nawet komuś bardzo doświadczonemu.

Za mało stron na kategorie - mój własny błąd

Na początku źle planowałam cały notatnik. Zostawiałam za mało stron na poszczególne kategorie i potem mi ich brakowało.

Jeśli dzielisz journal na sekcje, policz strony hojniej, niż podpowiada rozsądek. Doklejenie kartki jest możliwe, ale nigdy nie wygląda tak dobrze jak strona zaplanowana od początku.


Ile czasu zajmuje zapełnienie jednego notesu?

To jest pytanie, które słyszę najczęściej - i nie umiem odpowiedzieć na nie jednoznacznie, bo mam kilka journali w ciągłym użytkowaniu naraz.

Za tym pytaniem stoi zwykle chęć zaplanowania sobie wszystkiego od początku do końca. A art journaling jest techniką swobodną, bez presji chronologicznego wypełniania. Nie przeznaczasz notesu na cały rok ani na cały kwartał. Kończysz go wtedy, kiedy jest wypełniony, i zaczynasz nowy.


Co widzę w pracowni

Osoby przekonane, że im nie wyjdzie, się zdarzają. I potem wychodzą z jednymi z najpiękniejszych journali, jakie u mnie powstały.

Jedna z uczestniczek przyszła jako osoba towarzysząca - przyjaciółka miała już doświadczenie, ona nie miała żadnego i zaznaczyła to od razu na wejściu. Kiedy znalazła wśród materiałów swoją inspirację i jedną kategorię, którą chciała kontynuować, zrobiła świetny, bardzo spójny journal. Mam nadzieję, że prowadzi go do dziś.

To się powtarza. Wśród materiałów na stole znajduje się inspiracja, za nią się podąża i wszystko zaczyna układać się w całość.

Między wejściem a wyjściem z pierwszych warsztatów zmienia się jedna rzecz, i widać ją po ludziach: poczucie sprawczości. Zadowolenie z tego, co się właśnie zrobiło własnymi rękami.

Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś wyszedł rozczarowany efektem.


Czym jest „Atlas mojego życia"?

To nazwa moich warsztatów, nie synonim art journalingu. Rozdzielam te dwie rzeczy, bo łatwo je pomylić.

Art journaling to technika. Atlas mojego życia to temat przewodni, który do niej wymyśliłam - zestaw kategorii mających działać jak drogowskaz: jak poprowadzić cały journal, żeby tworzył całość, a nie zbiór przypadkowych stron.

Kategorie pokazują, jak zagospodarować doświadczenia. Nie zawsze wesołe. Są wyspy życia, miasta wspomnień, ale są też góry wyzwań - codzienne trudności, które nas spotykają. Też można je przedstawić wizualnie, a kiedy człowiek już sobie z nimi poradzi, zaznaczyć jako zdobyty szczyt.

Nikt nie musi używać wszystkich kategorii. Można dodać coś zupełnie od siebie - na przykład wspomnienia z urodzin wszystkich bliskich. To, co proponuję, jest inspiracją, dzięki której da się zacząć bez uczucia presji wypełniania pustej strony.


FAQ

Czy muszę umieć rysować?
Nie. Przez wszystkie warsztaty, które poprowadziłam, nikt nie zgłosił tego jako problemu - rysowanie po prostu nie jest tym, na czym stoi art journaling. Stronę robisz nożyczkami, klejem, kolorem i pismem.

Czy muszę prowadzić go codziennie?
Nie. Art journal nie ma rytmu dziennego. Wracasz do niego wtedy, kiedy jest co zapisać.

Co, jeśli strona mi się nie spodoba?
Zaklejasz ją i robisz na niej następną. Warstwa na warstwie to normalny sposób pracy.

Jaki notes kupić na start?
Prosty, z relatywnie cienkim papierem i koniecznie szyty. Cienki papier jest dla początkującej zaletą - na grubym notesie pracuje się trudniej, gorzej się przykleja, a doklejane papiery mniej go rozpychają. Odradzam notes na spirali: kiedy journal zaczyna nabierać rozmiarów, przestaje być wygodny. Gramatura jest przy tym drugorzędna - liczy się oprawa.

Czy mogę używać markerów?
Tak, z uwagą. Wodne przebijają na drugą stronę - wybierz akrylowe.

Ile kosztuje zaczęcie?
Notes od kilkudziesięciu złotych plus nożyczki i klej. Notes w linie A Dopo, który mam w pracowni, kosztuje 50 zł i spełnia wszystkie trzy warunki: szyte kartki, twarda okładka, papier 100 g/m². Resztę materiałów na początek znajdziesz w domu.

Czy na warsztatach dostanę notes?
Tak, jest w cenie, jeśli nie masz swojego.


Co dalej


Jeśli chcesz zacząć przy stole, a nie sama w domu - prowadzę warsztaty Art Journaling „Atlas mojego życia" w mojej pracowni na Ochocie, przy ul. Włodarzewskiej 30/U8. Trwają 3-4 godziny, spotykamy się w grupie 6-10 osób, a wszystkie materiały, notes i kawa czekają na miejscu. Wychodzisz z założonym dziennikiem i pomysłem, co dalej.